Obserwatorzy

poniedziałek, 14 maja 2018

I Komunia M. i przyjęcie w domu :)

Witam Was serdecznie po kolejnej krótkiej przerwie, zmęczona, ale usatysfakcjonowana i szczęśliwa :)

6 maja Marcin przystąpił do I Komunii św. a dwa dni później Julka otrzymała sakrament Bierzmowania. Kiedy jakiś czas temu zastanawialiśmy się nad organizowaniem przyjęcia wiedzieliśmy, że nie chcemy aby odbyło się ono w restauracji. Nie odpowiada nam klimat kilku przyjęć jednocześnie, gdzie goście oddzieleni są parawanami, lub nawet jeśli restauracja oferuje oddzielne sale to mimo wszystko trudno o rodzinną atmosferę. Mamy w rodzinie starsze osoby, którym najzwyczajniej w świecie trudno byłoby taką "nasiadówkę" wytrzymać.

Postanowiliśmy, że zorganizujemy przyjęcie sami i właśnie o naszych przygotowaniach oraz o dekoracjach będzie ten post, więc przygotujcie się na dużo zdjęć :))



W domu trudno byłoby nam pomieścić 26 osób, więc postanowiliśmy wynająć namiot. Firma, którą znaleźliśmy oferowała stoły, krzesła, podłogę do namiotu i w razie potrzeby gazową nagrzewnicę.
Główną dekorację domu, tarasu i ozdobę stołów stanowiły kwiaty, przede wszystkim te, które akurat zakwitły: bzy, kalina, niezapominajki, konwalie, rumianki, a także kwiaty w donicach: hortensje, margaretki, bratki, poustawiane na stołach, na przywiezionych przez szwagra pieńkach, w kubkach, słoiczkach i wazonach. Na stołach białe obrusy i jutowe bieżniki. Wszystko po to aby było sielsko, domowo i tak jak to kiedyś w tym uroczystym dniu bywało:




Na krzesłach aby było odświętnie przewiązałyśmy wstążkami białą organzę. A sztućce zostały owinięte serwetkami z delikatnym motywem i malutkim bukiecikiem:






Jak widać, nie obyło się bez rosołu ugotowanego na prawdziwej kurze od gospodarza i domowego kompotu z rabarbaru :))


Niektóre z bukietów mogłam przygotować wcześniej, natomiast bez i kalinę zrywałam wczesnym rankiem w dniu I Komunii



Zdecydowałam się na zamówienie tortu oraz mięs i surówek. Ciasta piekłyśmy z Julką same. Pyszne i pięknie wyglądające ciasteczka upiekła dla nas Justyna - tynka:



Z uwagi na to, że zapowiadano piękną, słoneczną pogodę postanowiłam nie robić ciast z kremami. Moja niezawodna teściowa upiekła placek drożdżowy i babkę, Julka zrobiła pysznego maxi kinga i sernik na kaszy jaglanej, a ja szarlotkę i muffinki.





Ciasto, które nam zostało spakowałam w zamówione na tę okazję pudełeczka i rozdałam gościom :) Każda z rodzin dostała też malutki upominek, świecznik zrobiony ze znanych słoiczków:


Na drzwiach powiesiłam wianek, który dostałam od Darii - Etoile


Wianuszek z bliska:


To nie był łatwy czas, kosztowało to nas bardzo dużo pracy, nieprzespane noce ... ale było warto :)) 

Kto chciał mógł posiedzieć w cieniu, ciocie po obiedzie poszły do domu odpocząć, Marcin cieszył się rowerem, każdy znalazł kąt do spokojnych rozmów :)
Kilka kadrów złapanych z różnych aparatów, tak było ... :)









Oczywiście w całym przedsięwzięciu pogoda okazała się być naszym sprzymierzeńcem i dzięki niej było bajecznie ...
A co by było gdyby nie było pogody? Pewnie byłoby trudnie, ale mimo wszystko, moim zdaniem, spędzanie czasu w deszczu w zatłoczonej restauracji jest wciąż mniej komfortowe niż np. w ogrzewanym namiocie wśród najbliższych.
Dziś po tygodniu już nie czuję zmęczenia i na pewno podjęłabym się jeszcze raz tego wysiłku :))




Bardzo dziękuję moim internetowym (a właściwie już ni tylko internetowym) koleżankom za życzenia przesłane Marcinowi i Julce: Gabrysi, Darii i Justynie - jesteście niezawodne!

Pozdrawiam Was gorąco

Ania

7 komentarzy:

  1. Świetnie to, Aniu, zorganizowałaś. Widać, że wszystko było dobrze przemyślane. Patrząc na zdjęcia, pomyślałam sobie, że chciałabym być na takim przyjęciu.
    My zdecydowaliśmy się na restaurację bo trochę przeraziła mnie wizja góry naczyń do zmywania, godziny spędzone w kuchni i brak miejsca w domu. Jakoś nie pomyślałam o namiocie. Chyba nawet nie wiedziałam, że można je wynajmować.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniałe, rodzinne przyjęcie. Wszystko dopracowane w każdym calu, a sielska atmosfera aż bije ze zdjęć, aż chciało by się tam być. Pozdrawiam serdecznie!:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepiękne przyjęcie,dekoracje w moim stylu,to co lubię,sort ciastowy super,rzadko kto organizuje przyjęcia komunijne w domu,masz rację,jest zupełnie inna atmosfera.Pracy sporo ale bez pracy nie ma ma niczego.Ja piekę akurat sporo ciastek dla wnuka,tez w niedzielę idzie do I Komunii, i my potem dzielimy gości i wszystkich tych którzy przekazali jakiś upominek głównie ciastkami.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wyszło cudownie. Moim marzeniem też jest organizacja tego typu uroczystości w domu...
    Świetne zdjęcia!
    Pięknie to wszystko zorganizowaliscie. Brawa...urocze detale, o które zadbałaś bukieciki przy serwetkach, świeczniki, czy kompozycje kwiatowe i oczywiście juta...dopełniły całości tej rodzinnej pięknej uroczystości.
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne przyjecie, wszystko precyzyjnie zorganizowane. Świetny ten pomysł z bukiecikiem przy sztućcach, cudnie to wygląda. Ciacha smakowite a torcik piękny. Super że pogoda dopisała, zawsze łatwiej niż jak pada deszcz.
    My mamy komunię w ostatnią niedz maja ale w knajpie. Miałam plan że sama zrobię w pobliskiej remizie strażackiej ale przy mojej małej pchełce za dużo bym nie zdziałała. A lokal znajomy już z chrzcin jesienią i było miło i dość kameralnie pomimo jeszcze 3 imprez na sali. Pozdrawiam:-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kochana... Powinnaś to robić zawodowo (tzn. organizować przyjęcia dla wielu osób i na wszelkie okazje). Ale znając Twoją perfekcję, szybko byś się wykończyła chcąc wszystkich zadowolić ;-))) Anuś... nie mogę się napatrzeć na te fotki... ciągle do nich wracam i oglądam, oglądam, oglądam... cieszę oczyska moje stare!!! Cieszę się, że pogoda dopisała, goście nie zawiedli (nawet ci bardzo przyjezdni), a Ty wyglądasz pięknie, szczególnie z malutką Hanią na rękach... Fajnie tak tulić maleństwo w objęciach, co!!! Wszystko Wam się udało i to najważniejsze, pozdrawiam serdecznie***

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo dziękuję Wam wszystkim za tak miłe komentarze :)) Oczywiście rozumiem, że bardzo często nie ma możliwości zorganizowania przyjęcia w domu i byłam na takich w restauracjach lub wynajętych lokalach, które bardzo miło się wspomina i na pewno były bardzo udane. Zdecydowałam się na ten post bo może trafi tu ktoś kto się zastanawia, czy warto i czy podoła :) Tak jak napisałam pogoda była naszym sprzymierzeńcem i w czasie deszczu już nie byłoby tak sielsko.
    Jedynym minusem był jednak brak czasu na rozmowy z gośćmi, nawet na tulenie Hani, dopiero przy kolacji mogłam się nią nacieszać :))

    OdpowiedzUsuń

Każdy pozostawiony komentarz wywołuje mój uśmiech :))