Sporo dziś będzie zdjęć bo i wydzierganie tej poduszki zajęło mi sporo czasu. Odkładałam i zabierałam się za nią, dałam sobie dużo czasu na jej wykonanie i udało mi się skończyć na czas :)
Wybaczcie mi tą ilość zdjęć, ale choć często marudzę przy swoich pracach, to z tej poduszki, przynajmniej części szydełkowej jestem bardzo zadowolona :))
Najpierw powstało 9 kwadratów, o takich:
Po ich połączeniu doszły koronkowe wstawki:
Do szydełkowego przodu uszyłam (!) lnianą poszewkę w kolorze brudnego różu, dla kontrastu, bo podusia i tak jest baaardzo słodka kolorystycznie:
Całość wykonywałam dość cienkimi bawełnianymi nićmi i szydełkiem 1,25 mm, ale myślę, że było warto tak dłubać, w końcu to prezent dla wyjątkowej osoby - mojej Mamy, na imieniny :))
Poszewka ma trochę wad, bo to pierwsza samodzielnie uszyta od początku do końca rzecz przez mnie i na mojej maszynie. Chciałam np. zrobić dziurki, na próbkach materiału wychodziły idealnie, na poszewce nie wyszły i musiałam maskować to troczkami. Samo naszycie dzierganego przodu na gotową poszewkę też nie było łatwe dla początkującej "maszynistki", dziś zrobiłabym inaczej, ale mam nadzieję, że te "błędy" nie będą za bardzo rzucały się w oczy.
A w międzyczasie i troszkę z rozpędu powstały filigranowe podkładki pod kubeczki
lub pod filiżanki:
Ogród mi jakoś mało satysfakcji przynosi ostatnio, jest strasznie sucho, wieje okrutnie, róże chorują, pozostałe rośliny też jakoś sponiewierane przez te wietrzyska, tylko lawenda cudownie obrodziła
Mam nadzieję, ze to chwilowe zniechęcenie i jak pogoda będzie ciut bardziej sprzyjająca to jak wyruszę do walki z chwastami, którym nic nie przeszkadza we wzroście ponadnormatywnym, to mi przejdzie chandra.
Dziękuję Wam, że jesteście :*